|   EN

O nietypowych określeniach w książce „Półbębkiem w pół słowa…” Leksyka typowych i nietypowych miar, wag i wartości z autorką,

prof. dr hab. Elżbietą Skorupską-Raczyńską, rozmawiała Ewelina Wikońska.

 

 

Ewelina Wikońska: Pani Rektor, skąd pomysł na napisanie książki o takiej właśnie tematyce?

prof. dr hab. Elżbieta Skorupska-Raczyńska: Pomysł pojawił się nieco przypadkiem, tzn. w sytuacji podróży służbowej. Nie mogę, niestety, podczas podróży samochodem, jako pasażer, czytać, więc najczęściej rozmawiam ze współpasażerami. I w czasie jednej z podróży służbowych ktoś poprosił, żebyśmy się zatrzymali na sekundę. Minutkę poświęciliśmy na wypicie kawy, po czym pędzikiem pojechaliśmy dalej, czyli do Warszawy. Wtedy zaczęłam się zastanawiać nad faktem, że my ciągle określamy wszystko przez pryzmat własnego ciała i własnego doświadczenia. Zaczęłam właśnie od miar i wag. Zmobilizowała mnie sytuacja, kiedy usłyszałam, podczas podtopienia po jednej z burz, że było wody po kostki, a inni mieli prawie do kolan. Wtedy stwierdziłam, że mamy cały system metryczny, dokładnie określony, czas podawany z dokładnością do pół sekundy, a jednak jedziemy pędzikiem, idziemy na minutkę, zatrzymujemy się na sekundę, mówimy, że potrzebujemy tylko pięć minut, kwadransik, a to nie ma wymiaru rzeczywistego. Mierzymy w dalszym ciągu na stopy i na kroki, wysokość bądź głębokość do kostek lub kolan, do pasa, na pół chłopa. I zaczęłam szukać. Okazało się, że tych określeń nietypowych jest bardzo dużo. Wpadłam na pomysł, aby to wszystko zbadać dokładnie, z takim też założeniem: kiedy one mogły się pojawić, czy w dalszym ciągu pojawiają się nowe określenia, a ponieważ chciałam, żeby to nie były tylko artykuły, a stanowiły całość, tak powstała książka kilkurozdziałowa.

EW: Pani Profesor, Polacy często używają nietypowych określeń?

prof. dr hab. ES-R: Przede wszystkim używamy nietypowych określeń, ponieważ one są bardzo wymowne i dla nas wszystkich wymierne. Chociażby, kiedy mierzymy w kuchni jakieś składniki, to mierzymy na szklanki, łyżki, łyżeczki, na szczypty, garstki, prosimy, żeby dosypać lub wlać czegoś ciut ciut i, o dziwo, wszyscy wiemy, o co chodzi. Ale okazuje się, że są to miary bardzo nieprecyzyjne. Przypomniałam sobie, że jeszcze trzydzieści lat temu wszystkie przepisy kuchenne, cukiernicze w różnych książkach kucharskich miały składniki wymierzone w dekagramach bądź w mililitrach. Teraz już tego nie mamy. Mierzymy z powrotem na szklanki, łyżeczki, łyżki. Kiedy zaczęłam sprawdzać, jak wyglądają łyżeczki, to okazało się, że w moich zbiorach znajduje się kilkanaście różnych rodzajów łyżeczek i każda ma inną pojemność.

EW: Czyli możemy stwierdzić, że my, jako naród, jesteśmy kreatywni, jeżeli chodzi o nietypowe określanie.

prof. dr hab. ES-R: Jesteśmy bardzo kreatywni, a szczególnie ta kreatywność jest widoczna w wypadku wartości, które są nam szczególnie bliskie, np. wartości pieniędzy, młodości i starości, mądrości i głupoty. Wtedy staramy się określać to swoimi własnymi miarami i dostosowujemy je do obecnej sytuacji. Chyba najbardziej kreatywnymi, z tych zbadanych przeze mnie przestrzeni, jesteśmy w wypadku wartości pieniądza. Każdy nowo pojawiający się pieniądz ma swoje określenie potoczne. Czyli jest to np. dycha, zdychacz (dziesięć złotych – w tej chwili niewielka wartość; ktoś do dychacz dodał przedrostek i wyszła zupełnie nowa treść) czy stówa bądź władek (100 zł) bądź zygmunt (200 zł) itd.

EW: Pani Rektor, które z tych nietypowych określeń zawartych w Pani książce są ulubione?

prof. dr hab. ES-R: (śmiech) Nie mogę ich zacytować, bo są rubaszne, nacechowane stylistycznie, nie są do cytowania publicznego.

Tak na poważnie: z takich, które mogę zacytować, bardzo lubię określenie ciut ciut. Jako dziecko słyszałam to bardzo często. Moi rodzice pochodzili z Lubelszczyzny, jest to określenie gwarowe tam często używane. Kiedy słyszałam w domu ciut ciut, to pytałam, ile wynosi jeden ciut. Lubię nowe określenia i sama też nowe określenia wartości dla siebie tworzę, sprawia mi to dużo radości.

EW: Indeks jest obszerny, są w nim pozycje dla mnie nowe, ale też takie, które znam dobrze i bardzo dobrze. Mogę się domyślać, że zebranie i uporządkowanie ich było wyzwaniem. Czy trudno było napisać taką książkę? Ile czasu Pani poświęciła?

prof. dr hab. ES-R: Każdy z rozdziałów stanowi odrębną całostkę. Ułatwiło mi to pracę, ponieważ nie mogę sobie pozwolić na urlop naukowy, nie mogę wyrwać kilku miesięcy z pracy administracyjnej, ale praca poszczególnymi partiami (czyli rozdziałami) pozwoliła mi na przygotowanie tej książki. Trwało to około dwa lata. Jestem matematykiem z urodzenia z umysłem ścisłym, więc postanowiłam to wszystko dokumentować. Zależało mi również, aby zbadać, kiedy się to pojawiło i jak obecnie wygląda. Udało mi się też kilka rzeczy odkryć. Na przykład jest taki stereotyp, który mówi, że negatywnie określamy tylko starość. Okazało się, że w tym zestawieniu – starość i młodość, to młodość jest w gorszej sytuacji w kontekście językowym, bo na określenie młodości jest znacznie więcej pejoratywnych, nacechowanych negatywnie określeń, aniżeli na określenie starości. Niemniej stereotyp mówi, że to starość jest biedna i przez cały czas nękana. Okazuje się, że dorośli ludzie też potrafią odpowiednio określać młodość. Trudności pojawiały się w momencie, kiedy sypały mi się dane w tabelce podczas przepisywania. Stosuję zasadę małych kroków i wycofania się do pozycji bezpiecznej, więc trzeba było zaczynać od początku, liczyć od nowa. Wiedziałam, że każdą czynność można dokończyć w odpowiednim czasie.

EW: Pani Rektor, do kogo kierowana jest ta książka?

prof. dr hab. ES-R: Mam nadzieję, że do wszystkich. W pierwszej kolejności, pisząc tę książkę,  chciałam spełnić wymogi pracy naukowej, stąd wszelkie dowody, procenty, wskazówki, wskazania. Chciałam też przekazać wiedzę taką, która może zainteresować szerszą grupę osób: maturzystów, osoby, które interesują się językiem w znaczeniu popularnym, amatorskim, miłośników języka (takich mamy bardzo dużo), studentów. Dlatego każdy rozdział ma przedtytuł, który jest frazeologizmem, np. „półgębkiem w pół słowa”.

EW: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Back to top